2.09.2014

Rozdział 58: Zabiję go!

*Violetta*
          Wszyscy przyglądali się przez chwile Ludmile. Od razu  było widać, że nie jest zadowolona z gościa ciotki. To mało powiedziane, wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć. Wszyscy oprócz ciotki byli przerażeni. Wiedzieli jaka jest Lu. To oczywiste, że zaraz komuś stanie się krzywda. Jeśli niefizyczna, to psychiczna.
          Blondynka zrobiła jednak to, czego nikt z nas się nie spodziewał. Po chwili uśmiechnęła się, wstała. Następnie poprawiła spódnicę i wyprostowana ruszyła po schodach na górę. Z jej twarzy nie znikał uśmiech. Gdy, tylko dotarła na górę, usłyszeliśmy krzyk. I to nie byle jaki. Wszyscy złapali się za uszy. Po chwili usłyszeliśmy także dźwięk tłuczonego szkła. Po chwili zrzuciła ze schodów jakieś walizki.
           Czyżby chciała się wyprowadzić?, pytałam w myślach. Oby nie.
           Zeszła wkurzona i spojrzała na staruszkę.
- Mam Cię dość! - krzyknęła. - Jesteś starą, wkurzającą babą, która ubiera się jak w średniowieczu! Śmierdzi Ci z gęby i masz wielkie stopy! A Twoje zmarszczki widać na kilometr. - Wszyscy przyglądali się jej ze zdziwieniem, a najbardziej Tomas. - Co Ty masz sto lat?! Nie?! A tak wyglądasz! Lecz się, kobieto! No chyba, że już za późno! Wynocha z mojego domu i nie wracaj, bo Cię psem poszczuję!
           Podeszła do drzwi, za którymi stali Naty i Maxi, chyba właśnie mieli pukać. Wyrzuciła przez nie walizki.
- Sama wyjdziesz, czy mam Cię wynieść?! - zapytała, a staruszka od razu wyszła z brunetką.
           Natalia i Maxi zanim weszli, przez chwilę obserwowali blondynkę. Ta odwróciła się do nas z uśmiechem.
- Kto chcę kawałek sernika? - zapytała, szczerząc się przy tym. Wszyscy uważnie się jej przyglądali. Teraz nie dziwię się Tomasowi, że u nas spał.
          Po chwili Leon podniósł rękę. Od razu spojrzeliśmy na niego zdziwieni.
- No co? Jestem głodny - powiedział.
- Ta, ja też - oznajmił Heredia.
- I ja - dopowiedział Maxi.
- To ja Wam zaraz przyniosę, chłopaczki - odparła i poszła do kuchni. Natalia i Maxi usiedli koło nas.
- Co jej jest? - spytała po chwili brunetka.
- Nie mam pojęcia - oznajmiłam zgodnie z prawdą.
- A Wy się dziwiliście, że wolałem spać u Was - wytknął nam Tomas.
- Violuś - zwrócił się do mnie Leon. - Nie śpieszmy się z dzieckiem.
            Zaśmiałam się pod nosem. Przecież bez przesady. Ludmiła to Ludmiła. Jej szaleją hormony nawet jak nie jest w ciąży. Ze mną będzie inaczej. Ja przecież nad sobą panuję. No może czasem wybucham, ale tylko wtedy, gdy mam powód. Leon przesadza.
           Po chwili do salonu wróciła blondynka z 3 talerzami z ciastem. Podała je chłopakom i usiadła na fotelu. Po raz kolejny się uśmiechnęła.
- Jak było na podróży poślubnej? - zwróciła się do mnie i Leona, który pożerał sernik. - Pewnie na maksa romantycznie... Tomas, czemu my nie byliśmy na podróży poślubnej?
- Przecież byliśmy.
- Ach, no tak. Tomas, masz jakąś sklerozę, czy co?  - zapytała. OMG, jej serio odbija. - To jak było? - ponownie się do nas zwróciła.
- Fajnie - odpowiedziałam krótko.
- Fajnie? Co robiliście? - włączył się Maxi.
- Mam Ci szczegółowo opowiedzieć? - zadał pytanie Leon. Ponte od razu wiedział, o co chodzi, i kiwnął przecząco głową.
           Przez resztę popołudnia rozmawialiśmy o tym, co zdarzyło się przez ten miesiąc. Dowiedzieliśmy się o innych akcjach związanych z Ludmiła i ciotką Tomasa. Naty i Maxi nam opowiedzieli o swoich planach. Cieszymy się, że będą mieli małego szkraba tak, jak niedługo Ludmiła z Tomasem. Wygląda na to, że zostaliśmy ja i Leon oraz Fran i Marco. Rozmawialiśmy z nimi podczas podróży przez video chat. Ponoć nic nowego u nich się nie dzieje.
          Właśnie stoimy pod domem. Nie mogę znaleźć kluczy w torebce.
           Nagle do Leon zadzwonił telefon.
- Halo?... Przecież jest 15... Mamy tylko 3 godziny... Dopiero co wróciliśmy... Dobra, będziemy o 18. - Rozłączył się.
- Mam! - krzyknęłam zadowolona znalezieniem kluczy.
           Weszliśmy do środka i od razu usiedliśmy na kanapie w salonie.
- Kto dzwonił? - zapytałam.
- Moi rodzice - odpowiedział niezadowolony.
- Co chcieli?
- Zapraszają nas na kolację o 18.
- I dopiero teraz mi o tym mówisz?!
- Przecież dzwonili 2 minuty temu.
- Leon, mam tylko 3 godziny na przygotowanie się! - krzyknęłam, po czym pobiegłam na górę.
           Tam stanęłam przed dylematem "W co się ubrać?". Bardzo zależy mi na dobrych stosunkach z rodzicami mojego męża. Pragnę być synową, jaką sobie wymarzyli. Bardzo ich lubię i mam nadzieję, że oni mnie też.
           Po długich przygotowaniach byłam już gotowa. Zeszłam na dół, a tam ujrzałam przebranego już Leon.
- Dłużej się nie dało? - zapytał sarkastycznie. - Czekam na Ciebie już z godzinę.
- Następnym razem pójdę w samym dresie, pasuje?
- Przynajmniej żaden gach nie będzie Cię pożerał wzrokiem.
- A co, zazdrosny?
- Jak cholera - powiedział, po czym mnie pocałował namiętnie.
          Następnie wyszliśmy i pojechaliśmy pod dom państwa Verdas.
- Na pewno musimy tam iść? - zapytał Leon.
- Tak - odpowiedziałam krótko, po czym wyszłam z samochodu.
           Leon zrobił to samo. Objął mnie ramieniem i poszliśmy pod drzwi. Mój mąż od razu nacisnął dzwonek do drzwi. Po chwili otworzyła nam gosposia moich teściów. Od razu nas uściskała. Zaraz po niej podbiegł pies. Chwila! Pies?!
- Co tu robi pies? - zapytał zdezorientowany Leon.
- Mieszka - odpowiedział krótko mój teść, który przed chwilą pojawił się przy drzwiach.
- Co to, jakiś kryzys wieku średniego? - spytał, wchodząc do domu.
- Od razu kryzys wieku średniego - powiedziała moja teściowa. - Po prostu kupiliśmy psa. - Podeszła do nas i każde wyściskała. - Jak było na podróży? Stęskniliśmy się za Wami. - Oznajmiła. - Usiądźmy.
            Każdy usiadł do stołu. Ja siedziałam koło Leona, a na przeciwko jego rodzice. Na stole nie było jeszcze potraw.
- No opowiadajcie - zachęciła nas mama Leona. - Spodobała Ci się Hiszpania? - zwróciła się do mnie.
- Tak, jest piękna - stwierdziłam.
           Po chwili do jadalni weszła gosposia państwa Verdas, z potrawami. Położyła je na stole i zaczęliśmy jeść. Jedzenie było przepyszne. Podczas jedzenia rozmawialiśmy. Teściowie opowiedzieli nam jak to było z ich nowym psem. Jest owczarkiem niemieckim i wabi się Reks. Pewnego dnia jak byli na spacerze, zobaczyli go przywiązanego do drzewa. Odwiązali i zaprowadzili na posterunek policji. Właściciel psa się nie znalazł, a państwu Verdas trudno było oddać go do schroniska. Postanowili, że go przygarną i nie żałują tego.
           Po zjedzeniu w czwórkę usiedliśmy w salonie. Rozmawialiśmy, popijając kawę.
- Ślub był, pora na wnuki - stwierdził ojciec Leona. Mój mąż od razu zaczął się krztusić kawą, którą aktualnie pił.
           Poklepałam go po plecach i przestał.
- Zwariowałeś? - zapytał.
- Leon, wiecznie żyć nie będę, a chciałbym się doczekać wnuków.
- To sobie poczekasz, bo jakbyś nie zauważył, dopiero wróciliśmy z podróży poślubnej.
- I na tej podróży nic nie zmajstrowaliście?
           Leon złapał się za głowę.
- Serio? Na podróży poślubnej?
- No co, Ty zostałeś poczęty na naszej podróży - powiedział dumnie.
- Nie musiałem o tym wiedzieć. Co Wy, gumek nie używacie?
- Specjalnie ich nie użyliśmy.
- Czyli chcieliście mnie zrobić na swojej podróży poślubnej? - upewnił się. Jego ojciec przytaknął. - Jesteście pomyleni.
- Leon, uspokój się - odparłam.
- Skończmy ten temat - zaproponowała moja teściowa. -Kiedy wracacie do firmy?
- Jutro raczej nie - odpowiedział Leon. - Chcemy jeszcze ten jeden dzień odpocząć.
- Czyli wracacie pojutrze? - upewnił się mój teść.
- Raczej tak - oznajmił Leon. - Na podróży poślubnej?
- Przestań - zganiłam go.
          Reszta kolacji minęła spokojnie. Leon omawiał ze swoim ojcem jakieś sprawy firmy, a ja rozmawiałam z moją teściową. Pod koniec zaprosili nas na jakiś bankiet. Mają się tam pojawić jacyś ich znajomi, którzy chcą mnie poznać.
          Wróciliśmy do domu około 22. Od razu poszliśmy do łazienek. Ja u góry, a Leon na dole.
           Teraz leżymy razem w łóżku.
- Kocham Cię - powiedziałam.
- Ja Ciebie też - odpowiedział, po czym złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
           Coraz bardziej go pogłębiałam. Po chwili Leon na mnie leżał. Zaczęłam błądzić palcami po jego torsie. Już miałam zdjąć mu koszulkę, gdy się oderwał. Wstał z łóżka i podszedł do okna. Przyglądałam mu się zdezorientowana.
- Zabiję go! - krzyknął, po czym wyszedł z sypialni.
           Wstałam i podeszłam do okna. Zobaczyłam Tomasa z lornetką.
           O nie, pomyślałam.
           Jak najszybciej pobiegłam za Leonem.

* * *

Taki tam dramatyczny koniec... xD
Jak widzicie pozbyłam się ciotki Adeliny ;)
Może wróci, może nie... 
Sama nie wiem xD
Czas pokaże :D
Tomas sobie teraz trochę pocierpi xD
Zapraszam Was na nowego bloga, na którym jest już prolog :)
Czekam na Wasze opinie i dziękuję za 20 komentarzy pod poprzednim rozdziałem :**
Co Wy na to, żeby pobić rekord? xD


2.07.2014

Rozdział 57: Trzeba było gumek używać!

*Kilka tygodni później*
*Violetta*
          Właśnie z Leonem stoimy pod naszym domem. Spędziliśmy razem cudowny miesiąc. Żałuję, że musimy już wracać, ale przecież nie samymi wakacjami się żyje. Teraz pora wrócić do pracy i codzienności.
          Już chciałam pociągnąć za klamkę, aż Leon mnie zatrzymał.
- Co jest? - spytałam zdziwiona.
          Leon nic nie odpowiedział, tylko wziął mnie na ręce. Zaśmiałam się i weszliśmy do środka.
- Tak to się robi - dodał, gdy już znaleźliśmy się w środku.
- Wariat - stwierdziłam. - Co będziemy dzisiaj robić?
- Nie mam pojęcia, ale wiem, że spędzę ten dzień z moją żoną.
- Szczęściara.
- Nawet nie wiesz jaka. - Podszedł do mnie położył swoje ręce na mojej talii. Ja natomiast zawiesiłam mu ręce na szyję. - Jest piękna - powiedział, po czym mnie pocałował. - Mądra. - Powtórzył gest. - Dobra. - Ponownie mnie pocałował. - I moja.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też - odpowiedział. - Chodź się rozpakować.
          Wzięliśmy swoje walizki i ruszyliśmy na górę. Gdy tylko Leon pociągnął za klamkę, zobaczyliśmy, że w naszym łóżku ktoś jest. Przestraszona spojrzałam na mojego męża. On bez słowa, podszedł do łóżka i zgrabnym ruchem odkrył kołdrę. Ujrzeliśmy Tomasa.
- Co Ty tu do jasnej cholery robisz?! - zapytał zdenerwowany Leon. Ten od razu się obudził i spadł z łóżka.
- Ooo, już wróciliście - zauważył. - Jak było na podróży poślubnej?
- Nie zmieniaj tematu - rozkazał mój ukochany. - Co tutaj robisz?
- Śpię.
- Czemu tutaj? W naszym łóżku? - zapytałam.
- Z Ludmiłą nie da się wytrzymać - oznajmił krótko. Nie no, teraz przesadził! Najpierw robi jej dziecko, a teraz marudzi. Mam nadzieję, że Leon nigdy taki nie będzie.
- Najpierw ją zapładniasz, a teraz narzekasz?! - wybuchłam.
- Kochanie, spokojnie - próbował uspokoić mnie Leon.
- Jak mam być spokojna?! - zapytałam oburzona. - Najpierw robi jej dziecko, a teraz marudzi! Trzeba było gumek używać!
- Używaliśmy! - bronił się.
- Taa, a dziecko bocian przyniósł i magicznym sposobem przeniósł do brzucha Ludmiły - powiedział ironicznie Leon.
- Moja ciotka przyjechała.
- I co z tego? - nie rozumiałam.
- One się wciąż kłócą. Raz wylądowaliśmy przez nie na policji. Proszę Was, już mi wystarczy, że muszę je znosić w dzień.
- Wracaj do domu - rozkazał mój ukochany.
- Dzięki, kumplu - rzucił i wyszedł obrażony.
- Teraz będzie się na Ciebie gniewać - odparłam.
- E tam, jutro mu przejdzie - oznajmił. - Co powiesz na spacer?
- Hmm... - Chwilę się zastanawiałam. -Powiem, że bardzo chętnie.
          Postanowiliśmy, że rozpakujemy walizki, jak wrócimy. Poszliśmy na spacer. Byliśmy w parku, na plaży... Cieszyliśmy się z powrotu do naszego miasta. Leon cieszył się najbardziej z faktu, iż tu nie będzie Brada. Nadal nie wiem, czemu on go tak nie lubi. Przecież Brad to naprawdę fajny chłopak. Ale Leon to Leon. Go się nie zmieni. I dobrze. Kocham go takiego jaki jest. Kocham nawet jego zazdrość.
          Po kilku godzinach spaceru, wysłaliśmy SMS-a do Naty i Maxiego, w którym poprosiliśmy ich o spotkanie u Lu i Tomasa.

*Natalia*
          Wyjaśniliśmy sobie już wszystko z Maxim. Przez to, że wciąż się tak denerwowałam pomyślał, że jestem w ciąży. Powiedziałam mu, że na pewno nie jestem. Widziałam, że zrobiło mu się przykro. Myślał, że będzie miał dziecko, a tu się okazuje, że z tego nici, bo jego żona nie jest w ciąży. Dlatego postanowiliśmy postarać się o potomka. W końcu jesteśmy już gotowi. Kochamy się, mamy pieniądze, pracę, duży dom... Jedyne co nam do szczęścia potrzebne to dziecko. Jak na razie nasze próby idą na marne, ale wierzymy, że już niedługo będziemy mogli cieszyć się moją ciąża.
          Właśnie siedzimy na kanapie i oglądamy jakiś film. Nie "Zmierzch". Na szczęście. Nie wytrzymałabym, gdybym musiała po raz kolejny oglądać ten film. Zastanawiam się, czy nie powinniśmy sobie zrobić jakiś badań. Tak na wszelki wypadek.
- O czym tak myślisz? - zapytał Maxi.
- Maxi, nie uważasz, że powinniśmy sobie zrobić jakieś badania?
- Jakie badania? - nie zrozumiał.
- No, sprawdzić czy możemy mieć dzieci.
- Masz co do tego jakieś wątpliwości?
          Już chciałam odpowiedzieć, ale dostałam SMS-a. Viola napisała w nim, że mamy przyjść do Lu. Powiedziałam o tym Maxi'emu i w mgnieniu oka wyszliśmy. Czyżby nasza Leonetta wróciła?

*Violetta*
          Jesteśmy już w domu Lu i Tomasa. Przywitaliśmy się z blondynką. I jak się okazało Tomas nie jest już zły na Leona. Ludmiła, podczas, gdy chłopacy gadali o czymś w ogrodzie, opowiedziała mi o tej całej ciotce Tomasa. Z jej opowieści wnioskuję, że jest nienormalna. Ponoć mieszka już z nimi miesiąc. Współczuję Lu...
           Naszą rozmowę przerwała staruszka, która akurat weszła do ich domu. Nie powiem, Lu mówiła prawdę. Kobieta nie jest jakaś na czasie, jeśli chodzi o ciuchy i kosmetyki. Weszła, a zaraz po niej młoda brunetka w czarnej sukience.
- Kto to jest? - zapytała staruszka, wskazując na mnie. - Kolejna lafirynda?
- Jedyną lafiryndą w tym domu jesteś Ty - wysyczała Ludmiła. - To jest moja przyjaciółka.
- Gdzie Tomas? - spytała.
- W ogrodzie.
- Tomas! Do mnie! - Brunet od razu zjawił się w salonie razem z moim mężem.
- Co jest? - zapytał Hiszpan.
- Ooo, co to za przystojniak? - powiedziała na widok Leona.
           Od razu pociągnęłam mojego ukochanego za rękę, tak, żeby usiadł obok mnie. Staruszka zaś razem z brunetką, usiadła na przeciwko.
- Tommy, poznaj Veronice. To jest wnuczka mojej znajomej. Byłaby idealną kandydatką na Twoją żonę - oznajmiła. Widziałam minę Ludmiły. Oj będzie źle.

* * *
Oto rozdział 57 :)
Wow, już 57! 
Czemu rozdział, a nie OS?
Ymm, tak jakby chyba z niego rezygnuję xD
Jakoś mi się nie podoba xD
Przepraszam za to, że w ogóle go zaczęłam :/
Następny rozdział BYĆ MOŻE pojawi się jutro.
Czekam na Wasze opinie :**

2.06.2014

One Shot Leonetta: Poznaj swojego męża Część 2

          Od śmierci Marco minęło pół roku. 6 miesięcy pełnych bólu, tęsknoty i cierpienia. Przez cały ten czas Violetta bardzo zamknęła się w sobie. Nie była już tą piękną, szczęśliwą szatynka. Teraz stała się zupełnie inna. Prawie w ogóle nie wychodzi z domu, nie rozmawia z dawnymi znajomymi...
          Leon zaś czuje, że powinien się nią teraz opiekować. Wie, że właśnie tego chciałby Marco. Codziennie do niej przychodził. Sprawdzał jak się czuje i pomagał...
         Pewnego dnia jednak coś do niego dotarło. Wiedział już, co zrobić, aby ta przestała zadręczać się śmiercią Marco.
          Wszedł do jej mieszkania. Jak co dzień siedziała na parapecie, przyglądając się widokowi za oknem.
- Pakuj się - rozkazał.
- Co?
- Bierz najpotrzebniejsze rzeczy, spakuj je i widzimy się za pół godziny na dole.
- Ale... - chciała coś powiedzieć, ale ten jej przerwał.
- Nie, nie ma żadnego "ale". Za pół godziny na dole - powiedział i wyszedł.
           Szatynka go posłuchała. Nie miała pojęcia co się dzieje, ale darzyła Leona zaufaniem. Zaufaniem tak dużym, jakie kiedyś miała do Marco.
          Poszła do sypialni i spakowała potrzebne rzeczy. Następnie zeszła na dół. Tam przed swoim samochodem czekał już Leon. Nic nie mówiąc, podszedł do niej, po czym wziął jej bagaże. Włożył je do bagażnika i rozkazał szatynce wsiąść do samochodu. Ta bez słowa, wykonała jego rozkaz.
          Przez całą drogę próbowała wyciągnąć od szatyna informacje o tym, gdzie jadą. Bez skutku.
          Po kilku godzinach jazdy, samochód zatrzymał się przy jakimś domku, na wsi. Violetta od razu wyszła.
- Leon, co to jest? - zapytała stanowczo.
- Dom na wsi.
- To widzę, ale po co mnie tu przywiozłeś?
- Pamiętasz, jak Marco Ci się oświadczył? - Szatynka przytaknęła głową. - Powiedziałaś mu, że musisz to przemyśleć. Miałaś wątpliwości i przyszłaś do mnie po radę. Bałaś się, że Marco coś przed Tobą ukrywa, bo nie mówił dużo o swojej przeszłości. Cała jego przeszłość została tu. Na tej wsi, w tym domu.
- Tutaj mieszkaliście? - spytała. Szatyn przytaknął. - Po co mnie tutaj przywiozłeś?
- Chcę, żebyś wiedziała o Marco wszystko to, co ja.
- Nie musisz tego robić.
- Ale chcę.
          Szatynka już chciała coś powiedzieć, ale znikąd pojawił się owczarek niemiecki. Zaczął na nią skakać. Ta przestraszona zwierzęciem, odruchowo przytuliła się do Verdasa. Szatyn się zaśmiał, po czym podszedł do psa.
- Zeus, poznaj Violettę - powiedział do zwierzęcia. - Jest trochę płochliwa - wyszeptał.
- Cco to za pies? - wymamrotała przestraszona.
- To jest mój druh - Zeus. Nie bój się. Nie gryzie, tylko połyka w całości - zażartował.
          Następnie zaprowadził ją do dawnego pokoju Marco. Było już późno, więc oboje od razu poszli spać.
          Rano Leon wszedł do pokoju Violetty. Ta jeszcze spała. Wziął gwizdek, podszedł do jej łóżka i głośno gwizdnął. Ta natychmiast się przebudziła.
- Co Ty robisz, idioto?! - zapytała wkurzona.
- Wstawaj. Śniadanie się samo nie zrobi.
          Szatynka się przeciągnęła, po czym spojrzała na zegarek.
- Jest 6.00! - krzyknęła.
- Tak, wiem. Już późno, ale wczoraj późno się położyłem i zaspałem.
- Jesteś nienormalny - stwierdziła i ponownie się położyła na brzuchu. Przykryła się kołdrą, a na głowę położyła poduszkę.
          Leon bez słowa, złapał ją za nogę i zrzucił z łóżka.
- Sama wstajesz czy mam Cię zanieść? - zapytał.
- Przywiozłeś mnie tutaj, żeby mnie wykończyć? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
          Szatyn złapała ją znowu za nogi i pociągnął po podłodze. Wyszedł z pokoju, wciąż ją ciągnąc, zatrzymał się przed schodami.
- Jesteś pewna, że nie chcesz sama zejść?
          W odpowiedzi Violetta wstała, otrzepała się i posłała wrogie spojrzenie Verdasowi.
- Pomyleniec - rzuciła i zeszła na dół.
          Ten zrobił to samo. Skierowali się do kuchni. Szatynka usiadła na krześle, a Verdas podszedł do lodówki. Wyjął z niej sok pomarańczowy i nalał do dwóch szklanek. Jedną z nich podał szatynce. Od razu ją wypiła.
- Wiesz jakie było ulubione śniadanie Marco? - zapytał.
- Tak, naleśniki - odpowiedziała pewna siebie.
- Wcale nie.
- Wcale, że tak. To ja z nim mieszkałam. Wiem lepiej.
- Nie, to ja wiem lepiej. Od zawsze lubił na śniadanie jajecznicę, ale odkąd się wyprowadziliśmy do miasta, jej nie jadał.
- Niby czemu?
- Bo przypominała mu o tym miejscu. Starał się zapomnieć o wszystkim związanym z tym miejscem.
- Dlaczego?
- Nie mam pojęcia - odpowiedział, po czym głośno westchnął. - To jak, robimy jajecznicę? - Szatynka kiwnęła twierdząco głową. - W takim razie musimy załatwić jajka.
- To chodźmy je kupić. Przecież musi tu być jakiś sklep, prawda? 
- Tak, chcesz wiedzieć gdzie jest ten najbliższy i najtańszy? - zapytał.
          Szatynka przytknęła głową. Podeszli do okna i Leon wskazał na mały kurnik. Violetta spojrzała na niego zdziwiona.
- Masz 10 minut na ubranie się i czekam na dworze - rzucił szatyn i wyszedł.
- Ten człowiek jest nienormalny - szepnęła do siebie.
            Poszła do swojego pokoju, a tam przebrała się. Następnie wyszła przed dom. Tam czekał już Verdas. Podał jej wiaderko. Kazał pozbierać jajka i poszedł. Dziewczyna spojrzała przerażona na wiadro.
            Proszę niech to będzie tylko sen , błagała w myślach.
            Weszła niepewnie do kurnika i spojrzała na kury.
- Hej - powiedziała do nich. - Dałybyście mi swoje jajka? Proszę.
           Szatynka podeszła i spróbowała wziąć jakieś jajka.
           Minęło pół godziny, a ona nadal nic nie miała. Szatyn wszedł do kurnika, a ona właśnie zebrała pierwsze jajko.
- Patrz! - krzyknęła na jego widok. - Mam, zebrałam! A teraz proszę daj mi spokój.
- Serio? jedno jajko? Przez pół godziny? - upewnił się.
- Wiesz co, wypchaj się - oznajmił.
            Szatyn się tylko zaśmiał. Kobieta się zdenerwowała i rozbiła jajko nad jego głową.
- Osz Ty - powiedział i zaczął ją gonić po całej farmie.
            Zagonił ją do stawu. Szatynka niestety nie wiedziała o tym. Woda była za krzakami. Uciekała aż w nie wpadła. Leon od razu wskoczył za nią. Jednak szatynka zaczęła się zanurzać i wynurzać.
- Leon... Nie umiem... pływać...
           Po tych słowach już się nie wynurzyła. Szatyn zanurkował za nią. Wyciągnął ją na brzeg.
- Wszystko dobrze? - zapytał. Ta potwierdziła to kiwnięciem głowy.
          Leon usiadł obok i ją przytulił.
          Po jakiejś godzinie, wrócili do domku. Tam usiedli w kuchni.
- Chcesz czegoś do picia? - zapytał szatyn.
- Tak, poproszę o wodę.
           Verdas wstał i podszedł do szafki, z której wyjął szklankę. Zobaczył w kącie wiadro z błotem. Nagle przypomniało mu się, co chciał zrobić. Teraz miał idealną okazję. Szatynka siedziała tyłem. Uśmiechnął się do siebie. Podszedł do wiadra i wziął je do ręki.
- Wiesz co kiedyś Marco zrobił mojej dziewczynie?
- Co?
- Była u nas w domu. Na chwilę wyszedłem z kuchni, a ona siedziała odwrócona. Kiedy wróciłem, ta była cała w błocie, a Marco stał za nią i się śmiał. - Podszedł i wylał na szatynkę zawartość wiadra. - Zemsta jest słodka - rzucił i uciekł.
          Violetta od razu pobiegła za nim. Gonili się przez jakiś czas. Następnie zwiedzali wieś. Leon opowiadał Violetcie o każdym miejscu związanym z Marco. Szatynka słuchała z zaciekawieniem każdej opowieści.
          Wieczorem oboje wzięli prysznic i przebrali się w pidżamy. Następnie usiedli na kanapie, popijając kakao. Co z tego, że byli dorośli? Kiedyś całą trójką siedzieli i je pili.
- Wiesz, dlaczego nigdy nie miałem jakiejś stałej dziewczyny? - zapytał szatyn.
- Dlaczego? - zaciekawiła się.
- Przez Marco. Zawsze robił coś, żeby ze mną zrywały.
- Był zazdrosny?
- Chyba tak. - Zaśmiali się. - Zawsze jak, któraś przychodziła, to on coś robił. Na przykład jednej powiedział, że jej poprzedniczki odkryły mój sekret.
- Jaki sekret?
- O to samo spytała, a on powiedział, że lepiej będzie jak się nie dowie, ale radzi jej, żeby lepiej uciekała i nie wracała.
- I uciekła?
- A jak myślisz? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Szatynka się zaśmiała. - I tak było z każdą.
- Każdej mówił to samo? - dopytywała. Bardzo była ciekawa, dlaczego tak przystojny, dobry i mądry mężczyzna nie miał dziewczyny. Zawsze myślała, że to facet ideał.
- Nie, zawsze wymyślał coś innego. Jego wyobraźnia nie miała granic.
- Daj inny przykład.
- Hmm... - Zastanawiał się chwilę. - Jednej wskoczył na barana i zaczął krzyczeć coś w stylu "Leon, bierz linę, a ja postaram się wrzucić ją do piwnicy". Ta się uwolniła i uciekła z krzykiem. - Oboje wybuchli śmiechem.
- Wiesz, jestem pewna, że gdyby nie to, to mógłbyś mieć każdą - stwierdziła Violetta.
           Rozmawiali jeszcze kilka godzin. Zupełnie stracili poczucie czasu. Następnie każde z nich poszło do swojego pokoju.

* * *
Zawiodłam Was :'(
Przepraszam
To nie miało tak wyjść ://
I miało być wczoraj -,-
Oceny zostawiam Wam, ale nie krępujcie się i możecie mnie hejtować

2.04.2014

One Shot Leonetta: Poznaj swojego męża Część 1

          Wojna...
          Dlaczego tak wiele ludzi przez nią ginie? Dlaczego przynosi rany, ból, cierpienie... To uczucie gdy umierają najbliżsi... Żony z dziećmi czekające w domu, z nadzieją, że żołnierz wróci żywy... Niestety... Bardzo często nie wraca...
          Co wtedy? Nie da się ot tak zapomnieć... Co z tego, że ktoś obcy przeżył, gdy ktoś bliski umarł? Dlaczego tak musi być? Dlaczego bliscy zawsze muszą się bać? Dlaczego muszą modlić się aby żołnierz przeżył? Wrócił cały i zdrowy, żeby potem znowu ryzykować...
          Sami się o siebie boją... Co będzie jak nie wrócą? Ich rodziny zostaną same...

          Marco i Leon...
          Dwóch żołnierzy... Dwóch barci... Są jednocześnie tacy podobni i tacy różni... Wspólne zamiłowanie do meczów piłki nożnej i wszelkich innych sportów.
          W życiu jednak ułożyło im się zupełnie inaczej...
          Marco był tym szczęściarzem. 22-latek miał kochającą żonę. Między nimi była prawdziwa, szczera miłość. Kochali się bezgranicznie. Viola zawsze martwiła się o mężczyznę, gdy ten wyjeżdżał na misję, ale gdy wracał cieszyła się jakby "złapała Pana Boga za nogi".
          Zaś Leon miał duży dom i pracę... Był starszy, miał 27 lat, ale mimo to jego brat szybciej się ożenił i spełnił w życiu.
          Ich rodzice nie żyją. Umarli, gdy ich starszy syn miał 18 lat. Sam musiał pomóc Marco w jego problemach. Poradził sobie świetnie, ale gdy ten znalazł swoją wybrankę, został sam. Oczywiście zawsze znalazło się dla niego miejsce przy stole, w domu Marco i Violetty.
          Codziennie jeździł na wieś. Do domu, w którym mieszkali w dzieciństwie. Owszem miał wille w Buenos Aires, ale częściej sypiał w rodzinnym domku. Nie wiedział o tym nikt. Verdas chciał, żeby zostało to tajemnicą. Miał tam także wiernego kompana, Zeusa. Był to młody owczarek niemiecki. Gdy szatyn wyjeżdżał na misje, zajmował się nim życzliwy sąsiad.
          Tego dnia oboje braci, mieli wrócić z misji. Violetta dosłownie skakała z radości. Dobrze zapamiętała słowa swojego męża zanim wyjechał: "To moja ostatnia misja. Gdy wrócę będę żołnierzem tu, na miejscu. Stworzymy prawdziwą rodzinę". Dobrze wiedziała, co miał na myśli mówiąc o "prawdziwej rodzinie". Obiecali sobie, że gdy wróci, postarają się dziecko.
          Szatynka chodziła z kąta, w kąt. Chciała przygotować dzisiaj kolację dla braci. Mieli ogłosić swoje plany Leonowi. Szatyn był najbliższą rodziną obojga. Ani Marco, ani Violetta nie mieli rodziców. Wszystko miało być idealne. Ugotowała ich ulubioną potrawę - pesto. Posprzątała cały dom.
          Właśnie zanosiła danie na stół, gdy usłyszała, że ktoś wchodzi. Pomyślała, że to Marco i Leon. Ujrzała niestety tylko starszego brata.
- Leon! - powiedziała uradowana. - Przytuliłabym Cię, ale sam widzisz. - Wskazała na duży talerz. - Mam zajęte ręce. Gdzie Marco? - zapytała zaniepokojona. Ten nic nie odpowiedział, tylko spuścił głowę. - Nie! - krzyknęła i spuściła posiłek na ziemię.
- Violu...
- Nie! Jak mogłeś?! Miałeś się nim opiekować!
- To była wojna! Nie przedszkole! - krzyknął.
- I co?! I dlatego miałeś gdzieś, że jest tam też Twój brat?!
- Nie obwiniaj mnie o to! Każdemu mogło to się stać!
- Ale stało się jemu! Nie każdemu, tylko jemu! To Twoja wina!
          Wiedziała, że to nie wina szatyna, ale w tym momencie była w szoku. Straciła najważniejszą osobę w swoim życiu. Obwiniała wszystkich, łącznie z sobą, ale nie los. Podczas, gdy to nie była nikogo wina.
- Violetta, wiem, że to dla Ciebie trudne, ale obwinianie mnie nic Ci nie da!
- Nie! Nie wiesz, co czuję! Ty miałeś go gdzieś!
- Ja?! - nie dowierzał. - Ja maiłem go gdzieś?! Porzuciłem dla niego wszystko! Gdybym miał go gdzieś oddałbym go do domu dziecka, a sam poszedł na porządne studia! Teraz miałbym rodzinę! Ale tego nie zrobiłem! Utrzymywałem go! Byłem jego drugim ojcem w wieku 18 lat! I nie robiłem tego po to, żebyś teraz zarzucała mi, że miałem go gdzieś!
          Szatynka nic nie odpowiedziała. Podeszła do stołu i zrzuciła z niego obrus. Na ziemię spadło całe jedzenie. Leon stał i się przyglądał.
          Następnie podeszła do półki. Były tam ich wspólne zdjęcia. Ze ślubu, świąt, wspólnych wypadów z braćmi. Violetta wzięła je i zrzuciła na ziemię. Robiła tak z każdym przedmiotem na półce. Przy tym głośno płakała.
           Verdas podszedł do niej szybko i złapał ją od tyłu. Ta się wyrywała. Chciał ją uspokoić, ale bez skutku. Owszem miał bardzo dużo siły, ale nie chciał z niej korzystać przy kobiecie. W końcu jednak musiał. Mocno ją złapał i usiadł tak, że ona była na jego kolanach.
- Spokojnie... - powiedział cicho.
- Dlaczego on? - pytała.
- Nie wiem. Gdybym mógł, uratowałbym go.
- To miała być jego ostatnia misja - oznajmiła, wtulając się w tors szatyna.
- Wiem.
- Mieliśmy stworzyć rodzinę, mieć dziecko. - Verdas nie wiedział co odpowiedzieć.
          Wiedział, że jeszcze kiedyś Violetta znajdzie innego mężczyznę. Jest młoda. Będzie miała szczęśliwą rodzinę... Ale to o wiele za wcześnie, żeby tak ją pocieszać.

***
Hejoł!
Miał być rozdział, ale jest taki tam krótki One Shot.
Spokojnie tylko ta część jest taka krótka.
Mam plan na 2-3 części.
To one shot o Leonetcie, co nie znaczy, że od razu będą razem.
Hello, to żona jego brata xD
Nie miałam weny na rozdział, ale obejrzałam film, który Wam bardzo polecam, pt.: "Szczęściarz".
Ten OS nie jest na jego podstawie.
Jedyna podobna rzecz to, żołnierz i Zeus xD
Tak w tym filmie był pies Zeus :D
Piszcie czy Wam się podobał i czy chcecie rozdział, czy kolejne części.

2.03.2014

Rozdział 56: Bo jesteś napalony

*Violetta*
          Obudziłam się wtulona w tors Leon. Czułam na sobie jego wzrok. Podniosłam lekko głowę i ujrzałam go.
- Witaj, księżniczko - powiedział.
- Witaj, książę - odpowiedziałam, po czym złączyłam nasze usta w delikatnym pocałunku. Kocham to uczucie, gdy czuję jego wargi na swoich. Czuję wtedy, że niczego więcej nie potrzebuję do szczęścia. - Co dzisiaj robimy? - zapytałam po oderwaniu się od niego.
- Zostańmy tu - oznajmił krótko.
- Tu? Cały dzień?
- Tak - przytaknął. - Tutaj, cały dzień, razem.
- Mmm, kusząca propozycja... - powiedziałam, a ten przybliżył się i zaczął całować moją szyję. Już myślał, że się zgodzę, ale nie ma tak łatwo. - Ale nie. - Od razu się oderwał i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Co nie?
- No, nie zostaniemy dzisiaj cały dzień w łóżku.
- A to niby dlaczego? - pytał z pretensjami.
- Bo jest piękny dzień i chcę go wykorzystać.
- No to wykorzystajmy go tutaj.
- Nie - odparłam i wstałam z łóżka. - Co chcesz na śniadanie?
- Ciebie - odpowiedział krótko.
          Głośno westchnęłam, po czym usiadłam na nim okrakiem. Następnie przybliżyłam swoje wargi i namiętnie go pocałowałam. Po chwili się oderwałam.
- Lepiej? - zapytałam.
- O wiele.
- W takim razie to Ci wystarczy - oznajmiłam i zeszłam z niego, po czym szybko pobiegłam do kuchni. Ten od razu puścił się za mną.
          Chwilę mnie gonił, aż staliśmy po dwóch stronach blatu. Przyglądaliśmy się sobie.
- Nadal będziesz uciekać? - zapytał Leon, lekko się zbliżając.
- Tak, będę.
- A to niby czemu?
- Bo jesteś napalony.
- Wiesz co z tym zrobić? - zadał pytanie i podszedł bliżej.
- No nie wiem - droczyłam się z nim.
- W takim razie chodź, to Ci pokażę.
- Raczej mi nie pokarzesz - stwierdziłam i weszłam do łazienki.
          Tam umyłam się i ubrałam.
          Kiedy wyszłam Leona nigdzie nie było. Szukałam go w kuchni, salonie. Została mi tylko sypialnia. Weszłam do niej. Nikogo nie było.
          Gdzie on może być?, pytałam się w myślach. Rozpłynął się czy co?
          Już miałam wyjść, gdy ktoś pociągnął mnie za rękę. Tym kimś był Leon. Od razu wpił się w moje usta. Jego ręce powędrowały na moje pośladki.
- Leon, chodźmy dzisiaj na plaże.
- Na plażę? - upewnił się.
- Na plażę - potwierdziłam, a ten zrobił zrezygnowaną minę.

*Natalia*
          Dzisiaj postanowiłam szczerze porozmawiać z Maxim. O tym jego dziwnym zachowaniu. Tak nie może być. On zachowuje się jakbym była jakaś chora.
          Zeszłam na dół, a tam zastałam go w kuchni.
- Maxi, musimy porozmawiać - powiedziałam stanowczo.
- Co się stało? Źle się czujesz? - pytał zmartwiony.
- Czuję się świetnie, ale Ty chyba nie.
- A to niby czemu?
- Zachowujesz się jak nienormalny. O co Ci chodzi? Wciąż za mną chodzisz i nie mogę nic zrobić sama!
- Oj, Naty... Ja znam Twój sekret. Nie musisz udawać.
- Jaki sekret do jasnej cholery?!
- No to o bałaś mi się powiedzieć - odpowiedział.
- Skąd wiesz, że zatrzasnęłam się w męskiej łazience?!
- Męskiej łazience? - zdziwił się.
- A to nie o ten sekret chodziło? - zapytałam.
- Nie, chodziło mi o... Co Ty robiłaś w męskiej łazience?
- Chciałam zobaczyć jak wygląda, jasne? O jaki sekret Ci chodzi?
- No o Twoją ciążę.

*Violetta*
          Właśnie leżę na leżaku i się opalam. Obok siedzi Leon i wciąż marudzi. "Viola, tęsknie za Twoimi ustami", " Violuś, wracajmy już do pokoju"... Te słowa wciąż słyszę. Czy on nie może wytrzymać do wieczora?
- Violu... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Nie, Leon! Nie wrócimy, i jak zaraz się nie uspokoisz, to poczekasz sobie do wyjazdu z Hiszpanii.
- Wcale mi o to nie chodziło.
- Leon, od dwóch godzin mówisz o tym samym.
- Chciałem Ci po prostu pokazać tą kobietę. Nie uważasz, że jest piękna? - Spojrzałam na dziewczynę.
- Nie - zaprzeczyłam, chociaż w głębi duszy wiedziałam, że jest śliczna. Następnie wróciłam do opalania się.
          Leon wstał, a następnie poszedł w stronę blondynki. Zdjęłam okulary i mu się przyglądałam. Pff, próbuje wzbudzić we mnie zazdrość. Ma pecha, bo nie dam mu tej satysfakcji.
          Wróciłam do poprzedniej czynności, a Leon przyszedł z powrotem. Trzymał w ręku jakąś karteczkę.
- Mam jej numer - pochwalił się.
- Zgadnij, kogo ja mam numer.
- Kogo? - zapytał.
- Brada - powiedziałam, pokazując mu komórkę.
          Najpierw spojrzeliśmy się na siebie, a potem na kartkę i telefon. Po chwili oboje wyrwaliśmy sobie te przedmioty. Ja podarłam kartkę, a Leon usunął Brada z kontaktów. Następnie wróciliśmy do poprzedniej czynności - odpoczywania.

* * *
Oto rozdział dla mojej kochanej Ady <3 <3 <3
Przepraszam za to, że jest taki beznadziejny :/
W następnym rozdziale Leonetta już wróci do BA.
Mieli dłużej pobyć na tej podróży, ale kompletnie nie umiem pisać o nich w Hiszpanii -,-
Zmieniłam wygląd bloga.
Zapewne Wam się on nie podoba, ale lepsze to niż nic :D
Jakby Wam coś nie pasowało to piszcie mi w komentarzach ;)
Kiedy będzie next?
Jak pod tym rozdziałem będzie 15 komków :D
Spamu nie liczę xD
Do następnego :***

1.31.2014

Rozdział 55: Wiesz na co mam ochotę?

*Violetta*
           Właśnie leżę i przyglądam się Leonowi. Jeszcze śpi. Jest taki przystojny w poczochranych włosach. Co ja mówię?! Przecież on zawsze jest przystojny, skarciłam się w myślach.
           Moją głowę wciąż zaprząta jedna myśl: O co chodziło wczoraj Leonowi. Wszystko było dobrze, aż poszedł do recepcji po moją bransoletkę. Zachowywał się dziwnie. Niby dlaczego nie mogę wychodzić sama z pokoju?! Przecież jestem dorosła!
           Nagle zachciało mi się pić. Wstałam, po czym poszłam do kuchni. Wyjęłam szklankę z szafki i już miałam nalać sobie soku, aż przerwał mi dzwonek do drzwi. Odłożyłam napój i poszłam otworzyć drzwi.
           W progu stał Brad.
- Hej - przywitałam się.
- Cześć - odpowiedział i już chciał mnie pocałować w policzek, aż zjawił się Leon. Od razu przesunął mnie na bok.
- Moją żonę, tylko ja mogę całować - warknął. Od razu skarciłam go wzrokiem, ale nic sobie z tego nie zrobił. - Po co tu przyszedłeś?
- Leon... - chciałam zwrócić mu uwagę, ale mi przerwał.
- Kochanie, może idź się ubierz - zaproponował zdenerwowany.
            Teraz mnie naprawdę wkurzył! Nie jestem ani jego własnością, ani służącą!
- Przepraszam, później porozmawiamy - powiedziałam grzecznie i  zamknęłam drzwi. - Możesz mi powiedzieć, co to było?!
- Pff, nic - odpowiedział krótko i poszedł do kuchni.
- Leon, nie jestem Twoją własnością!
- Wiem to, ale nie mam pojęcia o co Ci chodzi.
- O to, że przed chwilą tak mnie traktowałeś!
- Wydawało Ci się.
- Nie! - zaprzeczyłam. - Nic mi się nie wydawało, ale jeśli zaraz mi nie powiesz, o co Ci chodzi, pakuję się i wracam pierwszym lotem do Buenos Aires.
            Leon głośno westchnął, po czym podszedł do mnie. Przyglądałam mu się, ale nic nie potrafiłam wyczytać z jego twarzy. On położył swoje ręce na mojej talii, spojrzał mi głęboko w oczy i zaczął mówić.
- Nic się nie stało - powiedział krótko. - Po prostu widzę jak ten idiota na Ciebie patrzy i nie podoba mi się to. To ma być nasza podróż poślubna, a on wciąż się wtrynia.
- Mimo wszytko nie powinieneś się tak zachowywać - powiedziałam. - Ale jeśli chcesz możemy zerwać z nim kontakty.
- To znaczy? - zapytał, chociaż dobrze wiedział o co chodzi.
- Nie będziemy z nim rozmawiać, wpuszczać go do pokoju... - wytłumaczyłam mu.
           Szatyn lekko się schylił i pocałował mnie. Pogłębiał pocałunki, aż się oderwałam.
- Leon, jestem zmęczona.
           Ten nie zwrócił na to uwagi i zaczął całować moją szyję. Próbowałam się mu oprzeć, ale nie potrafiłam. Sama też tego chciałam, ale nie mogę ulec. Przed chwilą zachowywał się jak dziecko i teraz powinien mieć za swoje. Nie będzie miał tak łatwo.
- Mmm, Leon... - zaczęłam, udając, że mu ulegam. - Wiesz na co mam ochotę?
- Podejrzewam, że na to samo, co ja. - Aha! Wpadł!
- Ty też zjadłbyś lody?
- Lody? - zapytał, przerywając poprzednią czynność.
- No lody. Taki zamrożony jogurt. Albo sok. Zależy co, kto lubi - droczyłam się z nim. - To jak? Idziemy na te lody?
- Niee, lepiej zostańmy i zwiedźmy sypialnię.
- W takim razie sam ją zwiedź, bo ja chcę zjeść lody - oznajmiłam dumna.

*Ludmiła*
           Byłam już ubrana i umyta. Właśnie schodziłam na dół, do kuchni, aż usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza. Tomas, pomyślałam. Od razu schowałam się na górze. Stamtąd idealnie było wszystko słychać.
- Widzisz? Kogo Ty sobie wybrałeś za żonę?! Przecież ta kobieta jest chora psychicznie! - mówiła ciotka. Ja tylko robiłam dziwne miny, naśladując ją. - Czy normalna osoba zamyka swojego męża i jego ciotkę w więzieniu?!
- Ciociu, ona jest w ciąży - bronił mnie mój mąż. Ma szczęście, bo gdyby się z nią zgodził to wsadziłabym go na miesiąc do więzienia, albo wysłała do wojska.
- No i co z tego?!
- Hormony jej buzują.
- Tak, każda kobieta w ciąży zamyka swojego męża w więzieniu - powiedziała sarkastycznie.
- Witajcie, bandyci - przywitałam się z nimi, schodząc po schodach. - Adelino, radzę sprawdzić Ci mojego twitter'a.
          Staruszka, nic nie odpowiadając, wyjęła z torebki smartfona. Nawiasem mówiąc, skąd ona ma taki telefon?
          Po chwili zobaczyła swoje zdjęcie na moim profilu. Pod nim był podpis: Staruszka odkrywa hot dog'a.
- Osz Ty mała małpo!
- Tak mnie zwą - powiedziałam zuchwale.
- Jeszcze mi za to zapłacisz.
- Za co? Przecież jesteś sławna. Wiesz ile osób mnie obserwuje? Każdy podaje to dalej... Cały internet niedługo będzie tym zapełniony.
- Lu, proszę Cię usuń to zdjęcie - poprosił Tomas.
- Haha! - śmiałam się. - Po moim trupie! Nie musisz mnie o to prosić, bo i tak tego nie zrobię - oznajmiłam i wróciłam do sypialni.

*Violetta*
          Jest już 18.00. Przez cały dzień zwiedzaliśmy miasto. Leon był z tego niezbyt zadowolony, ponieważ liczył na to, że zostaniemy w domu i - jak on to powiedział - "zwiedzimy sypialnie". Ale nie można mieć wszystkiego. Ja też bardzo chciałam tego, ale przecież nie mogę mu zawsze ulegać.
           Weszliśmy do pokoju, a Leon znowu zaczął.
- Kochanie...
- Tak, kotku?
- Może byśmy tak skończyli to co zaczęliśmy? - zaproponował, całując moją szyję.
- Mmm, a co zaczęliśmy? - droczyłam się z nim.
- Zaraz Ci przypomnę - powiedział, po czym posadził mnie na blacie w kuchni i namiętnie pocałował w usta.
           Nasz pocałunek trwał dość długo. A co mi tam, dam mu chociaż chwilę przyjemności, pomyślałam.
            Chwila ta trwała około 5 minut. W końcu postanowiłam ją przerwać.
- Może jednak nie - powiedziałam, po czym zeszła z blatu.
- Ale przecież... - chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Leoś... Jestem zmęczona.
- Taa, jasne - powiedział, po czym poszedł do salonu i usiadł na kanapie.
          Od razu poszłam za nim.
- Gniewasz się? - zapytałam, siadając obok.
- Tak - odpowiedział prosto z mostu.
- Dzięki za szczerość. Leoś, jutro to zrobimy, obiecuję - wyszeptałam mu czułym głosem do ucha.
- Jutro będzie za późno.
- Czemu za późno? - zapytałam zdezorientowana.
- Bo tak - odpowiedział krótko i znowu ruszył do kuchni.
           Poszłam za nim. Stał i nalewał sobie do szklanki sok. Podeszłam go od tyłu i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Wiesz... Może jednak znajdę siły, żeby teraz to z Tobą zrobić?
- Serio? - upewnił się, odwracając się do mnie. W odpowiedzi namiętnie go pocałowałam. Nagle on się oderwał.
- Wiesz, masz rację. Jutro to zrobimy.
- Co? Dlaczego?
- Dzisiaj mieliśmy już trochę wrażeń. Lepiej będzie jak położymy się wcześniej spać - powiedział i z powrotem usiadł na kanapie w salonie.
          Po raz kolejny poszłam za nim. Gdy tylko odłożył szklankę na stolik, usidłam na nim okrakiem. Powoli odpinałam guziki od jego koszuli, aż szatyn zatrzymał moje ręce.
- Violuś, nie dziś. Nie mam ochoty.
- Nie masz ochoty? - upewniłam się. Ten przytaknął tylko głową. - Nie masz w ogóle ochoty, czy po prostu nie chcesz robić tego ze mną? - droczyłam się z nim.
- Nie, Violu...
- Nie kochasz mnie już - powiedziałam, schodząc z jego kolan.
- Viola... Kocham Cię, tylko... - mówił, ale mu przerwałam.
- Tylko nie chcesz się ze mną kochać - dokończyłam za niego. - To smutne, że jesteśmy małżeństwem tak krótko, a Ty masz mnie już dość - powiedziałam smutnie, po czym ruszyłam do sypialni. Uśmiechnęłam się do siebie, widząc jego zdezorientowaną minę.
          Położyłam się na łóżku i przymknęłam delikatnie oczy. Do pokoju wparował Leon. Od razu położył się obok i zaczął wodzić palcami po moim ramieniu.
- Kotku, a może jednak...
- Nie, nie chcę tego z Tobą robić - odpowiedziałam i znowu uśmiechnęłam się pod nosem.
- Ale dlaczego? - dopytywał się.
- Bo nie chcę tego robić z osobą, która mnie nie kocha.
- Ale ja Cię kocham - oznajmił, a ja nic nie odpowiedziałam. - I zaraz Ci to pokażę.
          Przewrócił mnie na drugi bok i zaczął całować. Nasze pocałunki były jednocześnie namiętne i brutalne.
- Leon... nie - próbowałam zaprzeczyć, ale on nic sobie z tego nie robił.
          W końcu mu uległam. Zasnęliśmy wtuleni w siebie.

* * *

Oto rozdział 55!
Wow! Już mam ponad 50 tys. wyświetleń! Jesteście kochani <3 <3 <3
Ten rozdział jest... ym... nie umiem tego nazwać xD
Macie napalonego Leona, napaloną Violę i - jak to powiedziała Vivien - Leosia gwałciciela! xDDD
To Ania podsunęła mi pomysł na ten rozdział, za co jej bardzo dziękuję :**
Musiałam dodać naszą rozmowę xD

Ja
oooooooo napalony Leoś to lubie xDDDDDDDDDDDDD
17:42
Nicki_Verdas
Ja też xDDDDDDd
17:42
Ja
xDDDDDDDDDDDDDD
17:43
Nicki_Verdas
U mne w opowiadaniu właśnie rzadko taki jest i mi się to nie podoba :/
17:43
Ja
heh to zrób żeby był częściej xDDDDDDDDDDd
i zrób napaloną Viole i zmęczonego Leona xDDDDDDDDDDDDD
17:43
Nicki_Verdas
Ok, ale to w następnym rozdziale xDDDDDD

Tak, i to chyba najzdrowsza rozmowa, jaką prowadziłyśmy xD
Cóż są ferie, więc teraz rozdziały powinny się pojawiać częściej ;)
Zmieniłam szablon, ale nie działały linki i to dlatego :(
Naprawdę strasznie skzoda mi było to robić, bo szablon był przepiękny, ale musiałam :/
Czekam na Wasze opinie i do następnego :***

1.27.2014

Rozdział 54: Chyba Cię pogięło

*Ludmiła*
         Przez tą głupią, starą babę, siedzimy na komisariacie.
Ugh! Mam nadzieję, że ona wyłysieje.Jak można być, aż taką denerwującą osobą?! Przysięgam,
że gdyby policja w porę nie zareagowała, to by wylądowała w szpitalu. I nie obchodzi mnie to, że jestem w ciąży i nie powinnam się denerwować. Ta stara pudernica mi jeszcze za to zapłaci.Tomas też... Za to, że pozwolił jej u nas zamieszkać i zamknął mnie w sypialni. Nikt nie zadziera z panną Heredia!
         Nagle z jakiegoś pomieszczenia wyszedł policjant.
- Ludmiła Heredia - powiedział.
- To ja.
- Zapraszam - oznajmił, po czym wskazał gestem, że mam wejść do pomieszczenia.
          Wstałam i poprawiłam moją sukienkę. Następnie wzięłam torebkę,wyprostowałam się i weszłam do pokoju.
          Starszy mężczyzna z siwizną kazał mi zająć miejsce na twardym krześle, a sam usiadł na przeciwko.
- Dlaczego wykłócała się pani w miejscu publicznym? - zapytał.
- Bo ciotka mojego męża - idioty, jest starą pudernicą! Ma pan teściową? - spytałam.
- Tak, niestety mam - odpowiedział, łapiąc się przy tym za głowę.
- Pewna stara pani, która siedzi za drzwiami jest na pewno równo wkurzająca co pańska teściowa - stwierdziłam. - Mam dla pana propozycje.
- Niech pani mówi - rozkazał.
- Mnie pan wypuści, a mojego męża, Tomasa Heredie, i jego ciotkę, Adelinę Heredię, pan zatrzyma na dobę w więzieniu. Jeśli ma pan wątpliwości to niech pan sobie pomyśli o swojej teściowej. - Mężczyzna się chwilę zastanawiał.
- Dobrze, jedna doba? - Przytaknęłam głową. - A ten mężczyzna za co ma być złapany?
- Zamknął mnie w sypialni, jak kłóciłam się z babcią - wytłumaczyłam mu.
          Następnie z gracją wyszłam. Tam siedział mój mąż i jego ciotka.
- Miłej odsiadki - powiedziałam dumnie i jak najszybciej wyszłam z budynku.
          Pojechałam do centrum, ponieważ miałam w portfelu kartę kredytową Tomasa. Channel, idę do Ciebie!

*Natalia*
          Maxi od kilku dni zachowuje się... Dziwnie. Tak, to dobre określenie. Ciągle wszędzie za mną chodzi i wszystko chce robić za mnie. O co mu chodzi? Nigdy się tak nie zachowywał.
          Zeszłam na dół, a on od razu pojawił się obok. To staje się już denerwujące. Gdzie nie pójdę, tam w błyskawicznym tępię pojawia się obok. Nie mogę wyjść sama nawet do sklepu za rogiem.
- Jak się czujesz, Naty? - zapytał.
- Dobrze - odpowiedziałam znudzona.
- Może lepiej odpocznij - zaproponował. Nie no! Zaraz mu przywalę! Tak właśnie jest od kilku dni. "Odpocznij", "Nie przemęczaj się", "Połóż się"... - wciąż słyszę te słowa.
- Nie, Maxi - powiedziałam, po czym przewiesiłam sobie torebkę przez ramię.
- Gdzie idziesz?
- Do Ludmiły.
- Idę z Tobą - oznajmił i razem wyszliśmy.
          Jechaliśmy w ciszy.
          Gdy już dojechaliśmy pod ich dom, od razu wyszłam z samochodu. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Otworzyła mi szczęśliwa Ludmiła. Przywitałam się z nią i w trójkę weszliśmy do salonu.
- Gdzie jest Tomas? - zapytałam, popijając herbatę.
- W więzieniu - odpowiedziała jakby nigdy nic. Od razu wyplułam napój z powrotem do filiżanki.
- Co?! - spytałam jednocześnie z Maxim.
- No co? Zamknął mnie samą w sypialni, to ma karę.
- Zamknął Cię w sypialni i dlatego wsadziłaś go do więzienia? - upewnił się Maxi, a blondynka przytaknęła głową.
- Ooo, Violetta jest online - powiedziała, patrząc w ekran laptopa. - Zadzwonić? - zapytała. Od razu przytaknęłam i usiadłam obok.

*Leon*
          Przez całe śniadanie, ten gach rozmawiał z moją niunią. Ja nie odzywałem się, ponieważ nie miałem mu nic miłego do powiedzenia, a jakbym go skrytykował Viola byłaby wkurzona.
          Nareszcie sobie poszedł.
- Dziękuję - powiedziała moja żona, gdy zamknąłem drzwi za tym smarkiem.
- Za co? - zapytałem, choć domyślałem się, o co chodzi.
- Za to, że byłeś na swój sposób miły - odpowiedziała, po czym wspięła się na palce i mnie pocałowała.
          Od razu pogłębiłem pocałunek. Moje ręce powędrowały na jej pośladki. Po chwili przycisnąłem ją do ściany i zacząłem całować jej szyje.
- Leon... - powiedziała, a ja przestałem. - Poszedłbyś najpierw do recepcji?
- Po co? - zapytałem.
- Zgubiłam moją bransoletkę i może ktoś ją znalazł, a potem oddał do recepcji - wyjaśniła mi.
- Nie może to poczekać? - zapytałem i wróciłem do całowania jej szyi.
- Leon, proszę.
- No dobra - powiedziałem i nie chętnie się od niej oderwałem, po czym wyszedłem.
          Stanąłem przy recepcji. Kobieta robiła coś w komputerze. Gdy zapytałem o bransoletkę powiedziała, że ktoś coś znalazł i mam poczekać, a potem weszła do jakiegoś pomieszczenia.
          Nagle koło mnie pojawił się ten frajer.
- Hej - przywitał się.
- Pa - odpowiedziałem.
- Ej, chciałbym, żebyśmy się bardziej zaprzyjaźnili.
- Ta, a ja chciałbym, żebyś odczepił się ode mnie i mojej żony - powiedziałem, mając nadzieję, że sobie pójdzie.
- Myślę, że widzisz we mnie zagrożenie - oznajmił. Nie no! Zaraz mu przywalę!
- Haha, w takim chłystku, jak Ty? Chyba Cię pogięło.
- Nie, po prostu boisz się, że Violetta się we mnie zakocha - mówił, a ja patrzałem na niego kpiąco. - O ile to się już nie stało - dodał i odszedł.
          Recepcjonistka dała mi bransoletkę Violetty i wróciłem wkurzony do pokoju.

*Violetta*
           Siedziałam właśnie w pokoju i czekałam na Leona. Nagle przez video chat zadzwoniła do mnie Ludmiła.Od razu odebrałam. Stęskniłam się za nimi.
- Cześć - przywitałam się z nimi. Zobaczyłam w ekranie jeszcze Maxiego i Naty. - Co u Was.
- Wszystko dobrze - odpowiedziała mi Naty. - A u Ciebie? Jak podróż poślubna?
- Wiesz... Był już jakieś przygody, ale na razie jest świetnie - powiedziała.
          Nagle do pokoju wszedł wściekły Leon. Najwyraźniej nie zauważył, że rozmawiam z naszymi przyjaciółmi.
- Chłystek, przydupas, jak ja mu podskoczę to do tatusia wróci. Prowadzić tą swoją chorą firmę - mruczał pod nosem. - Ciota. Na pewno wieczorami chodzi do GoGo i tańczy na rurze. Brazylijska prostytutka.
- Ta, było świetnie - stwierdziłam, zauważając, że nasi przyjaciele siedzą i słuchają go.
- Ten Twój Brad - ciota, to zwykły patafian. O, hejka - przywitał się, gdy zobaczył, że rozmawiam z Lu i resztą.
- Wow, Leon, kto Ci nadepnął na odcisk? - zażartował Maxi.
- Lepiej mnie nie wkurzaj, bo wsiądę w pierwszy, lepszy samolot, przyjadę do Ciebie i zamknę Cię w piwnicy na tydzień - zagroził mu Leon, a Ponte przełknął głośno ślinę. - A Ty - zwrócił się do mnie. - masz zakaz wychodzenia beze mnie z tego pokoju.
- A to niby czemu?
- Bo tak!
- Oddzwonię za kilka minut - powiedziałam do przyjaciół i zamknęłam klapę od laptopa.
          Poszłam za Leon do kuchni.
- O co Ci chodzi? - zapytałam, a on nie zwracając uwagi na pytanie podał mi moją bransoletkę. - Leon, co Ci się stało? - ponowiłam pytanie.
- Nic - odpowiedział krótko. Czy on myśli, że go nie znam?
- Leon, przecież widzę.
           Nic nie odpowiedział, tylko namiętnie mnie pocałował.
- Widzisz, wszystko w porządku. Nie wychodź - rzucił i poszedł do salonu.
           Przez resztę dnia próbowałam coś z niego wyciągnąć, ale nic mi nie powiedział. Wieczorem zasnęliśmy w swoich objęciach...

* * *
Oto rozdział, który miał się pojawić wczoraj xD (mama nie pozwoliła mi go dokończyć)
Za tydzień mam ferie! Och Yech! xD
Mamy nowy szablon, który zrobiła Nath! Po raz kolejny Ci dziękuję <333
Niestety nie działają linki, ale postaram się coś z tym zrobić ;)
Jeśli Wy też mieliście taki problem wiecie co z nim zrobić to napiszcie mi w komu, albo wybierzcie jakiś sposób skontaktowania się ze mną z zakładki "Kontakt".
Hmm,co byście powiedzieli na 20 komków? :D
Czekam na Wasze opinie :**